BABCIA MIŁO ZASKAKUJE
17:57Hejka! Uznałam, że zrobiłam sobie za długą przerwę w postach, dlatego się spięłam i piszę coś w końcu. Może i będzie krótko, ale lepsze to niż żeby blog świecił pustkami. Walluch zdrowy cały czas, także bardzo się cieszę, że nie musimy odwiedzać weta (odpukać). Śpi, je, śpi, je czyli codzienność u Walluchy. Ale...muszę w ogóle pochwalić (korzystając, że piszę post) moją babcię! Babcia nie bardzo przepada za zwierzętami i nie jest to trudno zauważyć. Wallego nie darzy jakąś wielką sympatią czy miłością. Zawsze ,,Świnia to, świnia tamto". Zauważyłam jednak, że ostatnimi czasy, zmieniło się jej podejście. Względem pozytywnym oczywiście. Zbiór miłych zdarzeń z 3 dni: babcia kroi sobie koperek do zamrożenia, zostało jej pełno łodyżek. Mało kiedy wchodzi do mojego pokoju, co mnie trochę zaskoczyło kiedy zobaczyłam ją w drzwiach, zwłaszcza że trzymała całą garść tych łodyg z koperku. Wchodzi i pyta ,,Świnia może łodyżki? Takie z koperku". Wiecie, może nie słowo w słowo, ale coś w tym stylu. Powiedziałam, że tak, a ona zaczęła wołać Walluchę (co było bardzo urocze, cmokała tak wiecie... Jak każdy zaświniony chyba. Czyczyczyczyczy. Heh, nie wiem jak to można inaczej słowami zapisać). Sporo tego koperku było, ja bym to rozdzieliła na dwie porcję, ale już nie chciałam nic mówić.
Inna sytuacja z wczoraj. Babcia poszła gdzieś tam, chyba do banku. Wraca po długim czasie nie obecności, patrzę a ona trzyma (jak to ujęła) - mlecz, czyli mniszek poprawnie mówiąc. Specjalnie dla Wallego zerwała. Od razu zaczęłam dla bezpieczeństwa wypytywać: Gdzie zerwała, czy było z dala od ulicy etc. Uwierzyłam jej na słowo, że nie było w pobliżu ulicy... Jak pewnie się domyśliliście, świnia rzuciła się, gruchając równocześnie. I ostatnia sytuacja już z dzisiaj. Znowu poszła ,,na wyprawę" i tym razem przyniosła koniczynę! Nawet umyła przed podaniem. Ah, jakie to były wspaniałe historię życia :D Musiałam się tym podzielić... Tak po za tym, nic nie działo się u nas wartego opisania. Powiem tylko, że Walluch ciągle zwraca na siebie uwagę. Skacze po klatce, trzepie nim, że nie może usiedzieć, biega za mną jak gdzieś idę (zatrzymuję się na skraju dywanu), no i chętnie się przytula. Aczkolwiek chyba przesadziłam z tym ,,chętnie". Poleży kilka minut i do widzenia. Włazi na mnie, żebym dała go do klatki, albo idzie na łóżko coś kombinować. No i tyle. Muszę powoli iść zrobić mu kolacyjkę, więc żegnam. Do zobaczenia!
12 komentarze
A właśnie mój Stefcik źle się poczuł ;-;
OdpowiedzUsuńJak miło,że babcia się stara :) Moja kiedyś pozrywała trochę trawy i kazała mi dać Stefuśce :*
Eh...usunął mi się Stefankowy blog :< Założę nowego :>
Ojej, a czemu źle?
UsuńEh...No ,więc Mysiak od paru dni inaczej się zachowuje i mało je...Schudła przez 14 dni aż 170g ,jest strasznie markotny ;-;
Usuń~Chocolate M
Boże! Byłaś u weta?
UsuńTak,ale wet nic nie widział:ząbki-wspaniałe,osłuchowo-bardzo dobrze,brzuszek-miękki :<
UsuńMam zbierać kał jutro
~CM
Aha, w takim razie trzymamy kciuki, żeby nie było to coś poważnego.
UsuńDziękujemy,Stefan wcześniej był u mnie na kolankach -tuli się jak zwykle.Nie wiem co mam o tym sądzić...
UsuńMój mały chorowitek ma dziś urodzinki:
Usuńhttp://studioartystycznechoculiny.blogspot.com/2016/08/urodziny-historia-mojego-warchlaczka.html
Widziałam właśnie.Życzonka złożone!
UsuńDziękuje ciociu,dziękuje Walliku :>
Usuń~Stefan
:D
UsuńStefan odszedł...
Usuńhttp://studioartystycznechoculiny.blogspot.com/2016/08/pa-moj-przyjacielu.html
Bardzo dziękuję za każdy komentarz!